Reklama

Reklama

Z Ukrainy przyjechali do Borówki Henrykowskiej

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Z Ukrainy przyjechali do Borówki Henrykowskiej - Zdjęcie główne

Pierwsza grupa z Ukrainy dojechała do pani Beaty we wtorek, 1 marca.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Beata Karpierz, właścicielka henrykowskiej plantacji borówki ekologicznej, przyjmuje pod swój dach Ukrainki i ich dzieci.

Reklama

- Już dziś przyjechało sześć osób, trójka dzieci i trójka dorosłych. Mamy 2-latka, 11-latkę i 17-latkę oraz trzy panie: mamę, mamę i babcię - opowiadała nam we wtorek, 1 marca Beata Karpierz. - Oni stali cztery doby na granicy, przyjechali własnym samochodem - dodaje.

We wtorek też wyjechały z Ukrainy kolejne dwie mamy z piątka dzieci, one jadą w nasze strony autokarami. Kierunek: Henryków, plantacja borówki, gdzie pani Beata ma pomieszczenia dla pracowników sezonowych. Od lat pracowali u niej sezonowo Ukraińcy, dlatego ma z nimi tak dobry kontakt.

- Mam jeszcze mieszkanie w Ziębicach, które udostępnię matkom z małymi dziećmi, to mieszkanie było szykowane pod sprzedaż, dlatego jest nieumeblowane, trzeba je umeblować - mówi Beata Karpierz. - Ale to mieszkanie o wysokim standardzie, a ja chcę, żeby tym matkom i dzieciaczkom było ciepło i przytulnie. 

Do pani Beaty przyjadą też kolejne trzy matki - dwie z dwójką dzieci i jedna z trójką.

- Oni czekają, aż na granicy zrobi się spokojniej, żeby nie trzeba było czekać po kilka dni w kolejce - mówi rolniczka. - Mamy też kontakt z kierowcami, którzy przywożą obywateli Ukraińskich do Polski, że jeśli będą mieli kobiety z dziećmi, które nie mają dokąd jechać, to my je zapraszamy - dodaje. 

Pod skrzydłami pani Beaty Ukrainki mają szanse na normalne życie. 

- One przede wszystkim potrzebują poczucia bezpieczeństwa, żeby je przechować bezpiecznie z tymi dziećmi - mówi.

Te kobiety zostawiły za granicą mężów, partnerów, ojców, braci, synów. 

- Ta matka, która ma małe dziecko, cały czas płacze, ja na razie nawet nie poruszam tych tematów. To jest dla nich tak duża trauma. My będziemy starać się skupiać na dzieciach, zabierzemy je na basen, na lodowisko, żeby ten pobyt był dla nich w jakiś sposób radosny. Te dzieci budzą się z płaczem, że wojna... - opowiada pani Beata. 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy