Reklama

Reklama

Nikt nas jeszcze w Ząbkowicach jajkami nie obrzucił

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Nikt nas jeszcze w Ząbkowicach jajkami nie obrzucił - Zdjęcie główne

Jakub Fedyk gra od szesnastego roku życia.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Kilkanaście lat historii, kilkaset zagranych koncertów. Zespół Wychowawczy to kapela z Ząbkowic, która właśnie wydaje nową płytę - "Rozbite szkła". Teledysk do piosenki ją promującej można już podziwiać w serwisie YouTube. O zespole, płycie i próbach w... kurniku, rozmawiamy z Jakubem Fedykiem, założycielem grupy.

Reklama

Jak to się stało, że założył Pan zespół?

- Od zawsze interesowałem się muzyką, zaczęło się od grunge`u, chwilę później przyszedł punk rock i tak zostało do dziś. Nawet tatuaże, które mam, zainspirowane są muzyką, na lewej ręce Alice in chains (grunge), na drugiej The Exploited (punk rock). Gdy byłem łebkiem Ząbkowicki Ośrodek Kultury organizował koncerty w kawiarni, zacząłem na nie chodzić. Wtedy w latach 2002-2005 to był szał. Sala była zawsze pełna po same brzegi, piękne czasy. Później coraz częściej zaczęli robić sztuki na sali kinowej. Pamiętam, że w trakcie jednego z koncertów w 2005 roku tłukąc się w pogo (grupowy taniec, charakterystyczny dla kultur punków oraz metalowców - przyp. red.) pomyślałem: "Kurde, ja też chcę grać". Parę dni później zacząłem uczyć się grać na gitarze klasycznej. W 2006 roku założyłem Zespół Wychowawczy, rok później w tym samym miejscu grałem koncert, a w 2014 na deskach sceny kinowej nagrywaliśmy teledysk do utworu "Lala". Zawsze byłem uparty i dążyłem do stawianych sobie celów. 

Nigdy nie zapomnę, jak w pierwszej klasie liceum w zimie jeździłem rowerem na próby z Olbrachcic do Ząbkowic. Na lewej rączce trzymałem 10 wattowy wzmacniacz, na prawej plecak z efektem i kablami, a na plecach miałem futerał od gitary. Problem był taki, że futerał miałem wielki, kwadratowy. Nie dość, że był lód i było ślisko, to musiałem jeździć zgięty, praktycznie z głową przy kierownicy. W momencie, jak się prostowałem to pokrowiec zahaczał o tylną oponę i ciągnęło mnie do tyłu, łatwo było się przewrócić (śmiech - przyp. red.).

 

Ćwiczyliście granie nawet w... kurniku. Jak to było?

- Strasznie, bo warunki tragiczne (śmiech - przyp. red.). Za to jest co wspominać. To było w 2008 roku, wtedy dołączył do nas Przemek (gitarzysta, później basista Zespołu Wychowawczego). To właśnie u niego graliśmy próby w kurniku. Niewiele pamiętam. Na pewno wchodziło się tam po drabinie na górę. Było mało miejsca, nisko i gorąco, to było w lato i grzało od dachu. Tam zagraliśmy tylko kilka prób i później dostaliśmy pozwolenie na granie w świetlicy w Olbrachcicach, czyli dosłownie 300 metrów od tego kurnika. Graty dalej mieliśmy tragiczne, ale to miejsce było już dużo lepsze. Pamiętam, że miałem w tamtym czasie stary wzmacniacz firmy Diora, jakąś zniszczoną kolumnę, do której podłączałem przester. Brzmienie, jak punkowe koncerty z Jarocina z początku lat 80-tych. Jak to określił wtedy Przemek "Kurde ten efekt to brzmi, jak wielka, latająca i pierdząca krowa" (śmiech - przyp. red.).

 

Dlaczego skład zespołu diametralnie się zmienił?

- Tych zmian było kilka, myślę, że łącznie pięć. Powodów pierwszych rozpadów dokładnie nie pamiętam, ale wiadomo, były jakieś konflikty i się nie dogadywaliśmy. W 2019 roku rozpadł się wieloletni skład. Nie było nici porozumienia, grało się bardzo dobrze, to świetni muzycy, ale pozostałe płaszczyzny zaczęły kuleć po tych kilku latach znajomości. Końcówka była taka, że dwóch z nas próbowało pchać ten wózek, żebyśmy szli dalej do przodu, a pozostała dwójka regularnie przebijała nam opony w tym wózku. Regularnie ciągnęli nas w dół i odbierali chęci do starań, żeby rozwijać zespół. Nagraliśmy teledysk no numeru "Alkoholove" i chwilę później wszystko się rozpadło. Patrząc z perspektywy czasu, cieszę się, że to wtedy nastąpiło. Dalsze granie w tym składzie nie miało sensu, to się wypaliło dużo wcześniej i było ciągnięte na siłę. Jaki finał tego rozpadu? Taki, jaki właśnie podejrzewałem. Dwie osoby zostały aktywne muzycznie: ja i Przemek. Z jednej strony, wiadomo, przykro, że tak wyszło, ale po tym rozpadzie poczułem, jakbym zrzucił z siebie jakiś ciężar, to coś, jak jakiś toksyczny związek. Jest źle, ale ludzie go dalej ciągną. Otworzyła mi się głowa, wróciły chęci do pisania numerów, tekstów i zacząłem w mieszkaniu komponować nowe rzeczy. Jakiś czas później skompletowałem nowy skład, tym razem wracając do grania w trio, czyli ustawienia w jakim zespół grał przez połowę istnienia. Tak było od września 2019 do końca 2021. W listopadzie 2021 pożegnałem się z Grzegorzem i Lepszym bez kłótni, podziękowałem im za współpracę, ja już wiedziałem, co chcę dalej robić. Chciałem pójść w muzykę na 100 procent. Chłopaki prowadzą inne życie ode mnie, mają więcej obowiązków, pracę na etacie. Ja pracuję może po 2h dziennie, czasem w ogóle. Nawet budzika nie używam, nie pamiętam, kiedy ostatnio dzwonił w moim mieszkaniu. Tomkowi urodził się syn, to masa obowiązków. Ja mieszkam sam, dzieci nie mam, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo (śmiech - przyp. red.). Tu jakby rozdzieliło nas życie, jedni mają partnerki, potomstwo, drudzy sobie bimbają, ja akurat jestem z tych drugich. Zaraz po tym rozstaniu zacząłem spędzać całe dnie na ćwiczeniu materiału do nagrania nowego albumu.

 

Właśnie wydajecie album "Rozbite szkła". Który to album Pana kapeli?

- Musiałem policzyć wszystkie wizyty w studio, od 2008 do 2022 było ich dziewięć. Wiele z nich to demówki, są dostępne w sieci. Takim pełnoprawnym albumem z czternastoma numerami i w wersji fizycznej było "Egzystencjonalne dno", nagrane w 2012 roku i wypuszczone w 2013. Wtedy razem ze mną grał Przemek (bas, wokal) i Lepszy (bębny). Rok temu postanowiłem odświeżyć ten album i pojawił się ponownie w sieci, tym razem po prostu jako "Zespół Wychowawczy - Zespół Wychowawczy". Zrobiliśmy około 44 tysięcy wyświetleń, nagranie dostało jakby drugiego życia. Bardzo pozytywny odbiór, znacznie zwiększył nam zasięgi, obserwuję to do dziś. Teraz doszły "Rozbite szkła", ale to materiał od dwie klasy lepszy od poprzednika. Nie mogłem zdecydować się, do których numerów robić teledyski, bo ze wszystkich jestem zadowolony. Finalnie postanowiłem, żeby zrealizować aż cztery klipy. 

 

Kiedy album będzie gotowy? Co na nim usłyszymy?

- Skończyliśmy nagrania albumu 16 lutego tego roku. My robimy swoje, następnie realizator siedzi i kręci finalne brzmienie. Większość już przesłał mi zrobionego i brzmi to pięknie, to naprawdę mocne lanie i ogromna ściana dźwięku. Bartek, czyli właściciel M:23 Studio mówi, że do końca marca powinien skończyć. Ręki bym sobie za to nie dał uciąć, ma wiele pracy, co chwila telefony z nowymi rezerwacjami od artystów. Wolę powiedzieć w tym momencie z zapasem czasu, że album powinien na spokojnie pojawić się w kwietniu, w sieci i w wersji fizycznej na digipaku (rodzaj opakowania na płyty kompaktowe - przyp. red.). 

Na "Rozbitych szkłach" usłyszycie dziesięć numerów osadzonych w nurcie punk rocka i jeden akustyczny. Ciężkie riffy, sporo solówek, mocne teksty i harmonie wokalne, które zrobiłem razem z Przemkiem. Można powiedzieć, że to samo, co robimy od 16 lat, z tym, że album jest najbardziej melodyjny. Myślę, że bije na głowę poprzednie nagrania, takie opinie zebrałem też od znajomych muzyków, którym puszczałem piosenki.

 

A co z koncertami? Kiedy będzie można Was zobaczyć i usłyszeć na żywo? Planujecie występy w Ząbkowicach?

- Po wypuszczeniu albumu i wszystkich teledysków zaplanowałem wyjazd na kilka miesięcy nad morze. Ciągnie mnie w tamte strony, dobrze tam wypoczywam, a czuję wewnętrznie potrzebę wyrwania się z zatłoczonego Wrocławia, w którym mieszkam od 9 lat. Wrócę po sezonie letnim, wtedy warto będzie wrócić do tematu koncertów. Nie ukrywam, że czekam też na odbiór "Rozbitych szkieł", to publika ocenia, czy chce daną kapelę słuchać na żywo i czy organizacja koncertów ma sens. 

Co do grania w naszym mieście, Zespół Wychowawczy jest powiązany z Ząbkowickim Centrum Kultury i Turystyki, współpracujemy ze sobą, zawsze mogę na nich liczyć, jak i oni na mnie. Jestem w ciągłym kontakcie z dyrektorem Pawłem Onyśków i Witkiem Wiśniewskim. Chłopaki już mi proponowali koncert, tak więc, jeśli tylko będę planował sztuki to na pewno się do nich odezwę. Nie będę ukrywał, że występy w Ząbkowicach zawsze były dla mnie najbardziej stresujące, bo przed "swoimi" chce się wypaść jak najlepiej. Od 2006 roku nikt nas jeszcze w Ząbkowicach jajkami nie obrzucił, więc chyba nie było tragedii na koncertach (śmiech - przyp. red.).

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy