Reklama

Reklama

Powiat Ząbkowicki. Myśliwi obchodzą swoje święto

Opublikowano:
Autor:

Powiat Ząbkowicki. Myśliwi obchodzą swoje święto - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Święto myśliwych, Hubertus, przypada na czwartek, 3 listopada. Z tej okazji o łowiectwie rozmawiamy ze Zdzisławem Krilem, prezesem Koła Łowieckiego Jeleń w Kamieńcu Ząbkowickim, który jest myśliwym od 1987 r.

Reklama

Jak wygląda współczesne łowiectwo? Czym różni się od tego przed laty?

Kiedyś były łowy, które były potrzebne, żeby mieć pokarm. Dzisiaj łowiectwo to planowa gospodarka w celu utrzymania populacji zwierzyny dzikożyjącej w odpowiednim stanie. Robi się inwentaryzacje wiosenne, później planuje się przyrost i na podstawie tych danych planowane jest pozyskanie. Z tego pozyskania dopiero mamy dziczyznę przeznaczoną do spożycia. Czyli: nie łowy, jak to królowie polowali dla samej przyjemności, nie łowy po to, żeby przeżyć, dzisiaj jest łowiectwo indywidualne i zbiorowe w celu zminimalizowania szkód w uprawach i w celu utrzymania wszystkich gatunków dzikożyjących. A czym się różni to łowiectwo od tego z lat osiemdziesiątych, kiedy się rozpoczęła moja przygoda? W tej chwili jest łatwiejszy dostęp do łowiectwa, to pierwsza rzecz. Druga rzecz: w tej chwili korzystamy z dobrodziejstw technicznych. Każdy myśliwy ma samochód, większość terenowych. Są tego złe i dobre strony. Kiedyś myśliwi więcej chodzili po polach, po lasach za zwierzyną i więcej widzieli. To myślistwo kiedyś bardziej służyło zdrowiu myśliwego niż dzisiaj, bo trzeba było wiele kilometrów zrobić, żeby się spotkać ze zwierzyną. Broń była gorszej jakości. Trudnodostępna była broń gwintowana, na trzydziestu czterech myśliwych były tylko dwie sztuki broni gwintowanej i to takie, które pamiętały drugą wojnę światową. Natomiast dzisiaj myśliwi są głównie wyposażeni w broń gwintowaną, są nawet tacy, którzy nie mają broni gładkolufowej. Myśliwi korzystają z optyki zamontowanej na broni, korzystają z optyki w postaci bardzo dobrej jakości lornetek, korzystają z noktowizji i termowizji do obserwacji oraz do odstrzału sanitarnego. Jest technika, nowoczesność, która pozwala na bezpieczniejsze wykonywanie polowań w porze nocnej. Prawo nakazuje oddanie strzału do celu rozpoznanego, czyli myśliwy nie może oddać strzału do celu nierozpoznanego ani w dzień, ani w nocy. Noktowizja i termowizja pozwala na rozpoznanie osobnika płci męskiej czy żeńskiej. Pomimo tego, że można dziki wszystkie strzelać, to myśliwi lochy traktują pobłażliwie. Jest jedna rzecz, która się zmieniła: giną tradycje typu polowanie, po polowaniu robiło się u któregoś myśliwego wątróbkę, no i mężczyźni (kiedyś sami mężczyźni, bo teram mamy w kole jedną kobietę, jedną dianę) wracali do domu wieczorem, czasem bardzo zmęczeni. Dzisiaj tradycja ginie, polowania zbiorowe są mniej popularne z tego względu, że dzisiejsze młode małżeństwa są za równouprawnieniem. Trzeba równo traktować rodzinę przez żonę i przez męża. Młodym żonkosiom trudno się wyrwać w niedzielę na polowanie. Kiedyś tak nie było, kiedyś to było traktowane jako obowiązek, jako praca dla koła. Teraz na polowanie niedzielne zbiorowe przychodzi po kilka osób. 

 

Jakie tradycje wciąż kultywujecie?

Tradycję pasowania myśliwego, to tradycja składania takiego przyrzeczenia, przysięgi. Myśliwy, który zdał wszystkie egzaminy i już posiada broń, przychodzi na pierwsze polowanie na ogół na polowaniu hubertowskim. Na takim polowaniu hubertowskim ten młody myśliwy klęka na kolano, za nim stoi wprowadzający do koła, ręce na ramieniu i powtarza rotę tej przysięgi. Jest też tradycja pasowania na rycerza św. Huberta, to myśliwy, który pozyskał pierwszą sztukę grubej zwierzyny. Na czole naznaczany jest krzyż farbą, czyli krwią ustrzelonej zwierzyny. Jest też tradycja ostatniego kęsa i złomu. Zwierzyna ustrzelona otrzymuje ostatni kęs, czyli w zęby wkłada jej się złom, czyli złamaną małą gałązkę świerka czy też jodły, czy dębu. Drugi taki złom jest na ranę, a trzeci dostaje myśliwy i wkłada za kapelusz. Dlaczego "złom"? Dlatego, że ta gałązka musi być złamana, a nie odcięta nożem. W przypadku pogrzebów, gdy jakiś myśliwy odchodzi do krainy wiecznych łowów, to przychodzą myśliwi i na mogiłę składają właśnie złom z jodły, bo ona najładniejsza. Czasami do tego przypinamy czerwoną wstążeczkę jako symbol farby, czyli krwi. U nas taką tradycją, która nie jest pisana w prawie łowieckim, to są bale na koniec sezonu, czyli mniej więcej w lutym. Wtedy organizujemy taki bal myśliwski, na którym podsumowujemy nasze osiągnięcia. Wtedy się wręcza odznaczenia. Zapraszamy władze gminy. U nas jest jeszcze taka tradycja obchodów jubileuszowych, bo uczciliśmy sześćdziesięciolecie, sześćdziesięciopięciolecie, w przyszłym roku mamy siedemdziesięciopięciolecie istnienia koła. Już mamy obchody zaplanowane: 18 lutego jest planowany uroczysty bal, natomiast 13 maja o godz. 11.00 w kościele w Kamieńcu jest msza hubertowska oprawiana muzycznie przez reprezentacyjny zespół okręgu wałbrzyskiego Odgłosy Kniei. Po mszy będzie koncert. W Czerwonym Kościele będzie wystawa na temat historii łowieckiej i trofeów. 

 

Jak wygląda świętowanie Hubertusa?

Hubertus to jest uroczyste polowanie, sprowadza się ono do trzech miejsc, gdzie będzie nagonka próbowała wypłoszyć zwierzynę w kierunku myśliwych. Polowanie takie będzie trwało mniej więcej do godz. 11.30 i później przejdziemy pod wiatę i urządzimy pokot. Jest tradycja układania pokotu, czyli zwierzyna leży na prawym boku i ma kęs i pieczęć. Ten złom, który leży na ranie, nazywa się "pieczęć". Pokot jest ułożony zgodnie z tradycją począwszy od jelenia, od zwierzyny płowej, po zwierzynę drobną. Prowadzący polowanie robi zbiórkę, sygnalista będzie to muzycznie oprawiał - powitanie, apel na łowy, każdy gatunek zwierzyny ma swój sygnał, czyli jak jest na pokocie dzik, to sygnalista gra sygnał "Dzik na pokocie". Później jest dekoracja króla polowania i będzie wręczany medal dla króla polowania. I dla pudlarza największego, który najwięcej nie trafił. Po tym wszystkim łowczy składa meldunek prezesowi, prezes dziękuje wszystkim za udział i zaprasza na poczęstunek. Będzie gulasz w tym roku, bo już dziki kruszeją w lodówce. Dziś już jest tak, że gulasz z naszych dzików gotuje nam firma cateringowa. Kto może, ten pokosztuje nalewki. Bo zasada jest taka, że jak ktoś ma broń, to nie może pić alkoholu. Ale jest coś takiego, jak umowa użyczenia i dla przykładu, jak jest czterech myśliwych, to trzech może użyczyć broń na ten czas jednemu i wszystko można zrobić zgodnie z prawem. Będziemy świętować w niedzielę, 6 listopada. 

 

Jest coś takiego, jak kodeks myśliwego? Czego prawdziwy myśliwy nigdy nie zrobi?

Kodeksu takiego spisanego nie ma. Są zasady etyki łowieckiej, które są połączone z regulaminem polowań. Czyli: myśliwy nie powinien strzelać nigdy do lochy prowadzącej, myśliwy nie powinien nigdy strzelać do łani licówki, która chmarę prowadzi. Jak poluje na zwierzynę drobną i leci tabun, bo stado kaczek to tabun, to nie powinien w środek tabunu strzelać tylko do skrajnej sztuki, żeby nie poranić, tylko ustrzelić określoną sztukę. Byka stadnego nie powinno się strzelać przed rykowiskiem, tylko po rykowisku, żeby ten byk zostawił geny dla następnych pokoleń. Mamy zasady selekcji, powinny być odstrzeliwane sztuki słabe, cherlawe. 

 

Na co mamy teraz sezon?

Powiem inaczej: nie mamy sezonu na sarny rogacze, a poza tym jest na wszystko sezon. W tej chwili polujemy na jelenie byki, łanie, cielaki, wszystkie dzikie, a ze zwierzyny drobnej borsuki, gęsi, kaczki. 

 

A dlaczego Pan pokochał łowiectwo?

Ja pochodzę  wioski, takiej małej wioski Suszka. Zawsze mnie do tego ciągnęło. Od kiedy pamiętam, to dziadek mi robił wędkę z patyka i żyłki ze zmywaka, bo w latach sześćdziesiątych to nie było możliwości, żeby mieć lepszą wędkę. Mój kolega serdeczny, już nieżyjący, był pierwszy myśliwym. Gdy się przeprowadziłem do Kamieńca, to poznałem kolegów. Mój dziadek, który pochodził ze Lwowa miał strzelbę i tam we Lwowie  polował. Jak to mówię: jedni wolą brunetki, drudzy blondynki, a ja pokochałem to wędkarstwo i łowiectwo. I tak to mi się udało wstąpić do Polskiego Związku Łowieckiego, udało mi się wstąpić do Polskiego Związku Wędkarskiego. Brakuje często czasu na wędkarstwo. Mój syn też jest wędkarzem i myśliwym. W kole to on jest sygnalistą. Jeździł nawet na zawody dla sygnalistów. Teraz ma rodzinę, więc na granie mu zostało tyle czasu, co na polowaniu. Moja pasja przeszła na niego, razem jeździmy, razem polujemy. Cieszę się, że mogę już w wieku takim mocno dojrzałym swoje zainteresowania realizować razem z synem. To jest szczęście.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy