Reklama

Reklama

Arkadiusz Wilczewski, ząbkowicki radny, napisał powieść "Porucznicy. Czerwone zło"

Opublikowano:
Autor:

Arkadiusz Wilczewski, ząbkowicki radny, napisał powieść "Porucznicy. Czerwone zło" - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Arkadiusz Wilczewski, ząbkowicki radny, napisał pokaźną powieść "Porucznicy. Czerwone zło". Książka właśnie wchodzi na rynek. O czym jest?

Reklama

Jak to się stało, że napisał Pan książkę? To marzenie z dzieciństwa? Niespełniona do tej pory pasja?

Nic z tych rzeczy. Ani jedno, ani drugie. W dzieciństwie, jak chyba wszyscy chłopcy, chciałem w przyszłości zostać żołnierzem, policjantem lub strażakiem. Jak do tej pory pierwsze dwa zawody zdobyłem. Trzeciego jak sadzę, już raczej nie będzie. Bardzo cenię tę profesję, jednak natłok innych obowiązków zdecydowanie to wyklucza. Celowo nie mówię tu o moim wieku, bo uważam, że nie jest to jeszcze przeszkodą. Wracając do pytania to przyznam, że o zostaniu pisarzem nie marzyłem nigdy. W żadnym momencie życia nie widziałem tego zajęcia jako swojego niespełnionego marzenia czy ukrytej pasji, którą akurat teraz realizuję. Tak naprawdę, to przyszło to dość niespodziewanie. Mógłbym powiedzieć, że bardziej wiązało się z chęcią podzielenia swoimi pomysłami z innymi, niż z zaspokojeniem jakichś wewnętrznych pragnień. I taka jest prawda, jednak jest to jej tylko część. Trzeba tutaj dodać, że po części zostałem do tego przymuszony, a precyzyjniej mówiąc sprowokowany przez rodzinę, a w szczególności żonę. Więcej o tym i dokładniej powiem w czasie spotkania autorskiego, na które niedługo zaproszę wszystkich. Teraz tylko wspomnę, że nie żałuję poddania się tej delikatnej presji.

 

Jak długo pracował Pan nad powieścią?

No i tutaj mam właściwie problem z określeniem czasu. Dokładnie pamiętam, że zacząłem pisać tuż po Sylwestrze, czyli 2 stycznia, a kropkę na ostatniej stronie postawiłem 31 marca. Krótko mówiąc trwało to dokładnie trzy miesiące. Ale czy tylko przelanie pomysłu na papier można uznać za długość pisania powieści? Sądzę, że w tym pytaniu właśnie o to chodzi i to co powiedziałem powinno wystarczyć. Jednak proszę zwrócić uwagę, że w trakcie pisania fabuły, formułowania myśli, przedstawiania pomysłów, sugestii i dialogów często popełnia się wiele błędów stylistycznych, powtarza się wyrazy, a skróty myślowe autora stają się mało zrozumiałe dla odbiorców. Dlatego do okresu pisania powieści powinienem jeszcze chyba doliczyć moją autorską redakcję, która trwała dwa czytania całości. Czasu, ile mi to zajęło niestety nie pamiętam.

 

Dlaczego akurat powieść szpiegowska?

Nie jest to w ścisłym znaczeniu tego słowa powieść tylko szpiegowska. Owszem, są tutaj elementy z tej dziedziny, ale brakuje też typowych dla szpiegów działań. Próżno w powieści szukać zachowań typu śledzenie kogoś, fotografowanie z ukrycia, włamania do sejfów, kopiowania dokumentów itp. Jednak faktycznie, mamy tu do czynienia z rozgrywką pomiędzy oficerami Korpusu Ochrony Pogranicza "Nowogródek" a potężnym NKWD. I to wskazuje na mocny akcent szpiegowski i trzeba się z tym zgodzić. Natomiast wydawca sklasyfikował "Poruczników" jako powieść historyczną. I to też jest prawda, bo cała akcja rozgrywa się w latach 1936 i 37, a jej konsekwencje, będące faktem historycznym, trwają jeszcze kilka lat. Ja dodałbym do tego jeszcze przymiotnik sensacyjna. Wartka akcja, mnogość różnych zdarzeń o tym właśnie świadczą. I tak oto powstała powieść historyczno-sensacyjno-szpiegowska. Przyznam, że ja tak właśnie o niej myślę.

 

A dlaczego ten temat? 

Odpowiedź jest prosta. Otóż bardzo mało wiemy i bardzo mało mamy informacji o działaniach Polaków wobec swojego największego wroga, czyli Rosji. Bo że takie były, to jest pewne, zwłaszcza po wojnie z lat 1919-21. Przecież musieliśmy zrobić wszystko, by znać plany bolszewików. Jestem przekonany, że z wieloma sukcesami prowadziliśmy u nich tego typu rozpoznanie. Jednak 44 lata rządów komunistów w Polsce sprawiły, że wszelką dokumentację z tym związaną zniszczono. Tak uważam i sądzę, że zrobiono to po to, by żadna rysa, żaden cień nie kładł się na kwitnącej wówczas przyjaźni polsko-radzieckiej. Mamy więc sporą lukę w wiedzy historycznej dotyczącej tamtych lat i ja tę lukę właśnie zapełniam.

 

Gdyby miał Pan streścić w trzech zdaniach fabułę, jak one by brzmiały?

Streszczenie w trzech zdaniach ponad 690 stron tekstu jest raczej niemożliwe, ale spróbuję. W historii bolszewickiej Rosji jest jedno zdarzenie, które miało ogromne znaczenie dla jej funkcjonowania. Historycy i nie tylko, uważają że zaistniało ono w wyniku paranoi Stalina. I jest w tym, bez wątpienia, sporo racji, ale było jeszcze coś, co powszechnie nie jest znane, a czego dowiemy się z "Poruczników". Tutaj znajdziemy potwierdzenie, że nie tylko stan umysłu Stalina miał w tym przypadku kluczowe znaczenie. Ważną i nie do przecenienia rolę, odegrali tutaj Polacy, którzy poprzez swoje działania podsycili ową paranoję. Skutek dla komunistów był opłakany, a my w pełni zasłużenie odnotowaliśmy ogromny sukces i cieszyliśmy się nim. To tak w skrócie i bez ujawniania zbyt wielu szczegółów.

 

Jest Pan emerytowanym oficerem Marynarki Wojennej RP. Proszę opowiedzieć o swojej służbie.

Oj, długo by o tym można opowiadać. To był ważny okres w moim życiu. Czas podejmowania kluczowych decyzji, wielu ciekawych przeżyć, czasami niebezpiecznych, ale też ciekawych i przyjemnych. Dzisiaj, z perspektywy czasu, mogę spokojnie podpisać się pod słowami pewnej żołnierskiej pieśni i szanty: "Nie zaznał życia, kto nie służył w marynarce." Ja służyłem 5 lat.

 

Był Pan także policjantem. Służył Pan w milicji? Ilu zbirów wpakował Pan za kraty?

Nie, nie służyłem w milicji. Ani dnia, ani godziny i nawet minuty. A jeżeli chodzi o złapanych złoczyńców, to niestety nie mogę podać dokładnej ich liczby, bo nie prowadziłem takiej statystyki. Chcę jednak tutaj zauważyć, że skuteczności policji nie mierzy się liczbą zatrzymanych sprawców przestępstw. O wiele ważniejsze jest takie działanie, by zdarzeń kryminalnych było jak najmniej, a ideałem byłby ich całkowity brak. Każdego komendanta komisariatu czy komendy cieszy brak tego typu przestępstw i to jest pewne. Proszę zauważyć jak pozytywny odbiór społeczny miałaby taka sytuacja. Wszyscy czulibyśmy się bezpieczniej i przez to, bardziej komfortowo byśmy żyli. Do takiego właśnie stanu dążyłem podczas mojej służby w policji i przyznam nieskromnie, że mieliśmy na tym polu spore sukcesy.

 

Nad czym Pan teraz pracuje?

Obecnie, jestem na bardzo przyjemnym etapie, układania sobie w głowie fabuły drugiej części "Poruczników". Zbliża się rok 1939, wybuchnie wojna, a sowieci wbiją nam 17 września, nóż w plecy. Bohaterowie powieści będą musieli stać się żołnierzami bezpośrednio walczącymi, z bronią w ręku, z ruskim najeźdźcą. Oczywiście nie tylko tego typu walkę będą realizować. Zrobią też coś więcej, coś spektakularnego co po raz kolejny wkurzy Stalina. Tak to sobie wyobrażam.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy