Reklama

Potrzebuję muzyki, jak powietrza

Julia Topolanek | foto Użyczone

wywiady Magda Głaz rozmawia z Julią Topolanek o rozśpiewanym dzieciństwie, rozkochaniu się w folklorze i marzeniu o szkole jazzowej.

Magdalena Głaz

Opublikowano: 2 kwietnia 2020 18:43 | Aktualizacja: 2 kwietnia 2020 18:43

Muzyka towarzyszy nam od zawsze. Pamiętasz pierwszą ważną dla siebie piosenkę?

- Trudne pytanie. Właściwie pamiętam kilka piosenek. Każda z nich to tak jakby inny etap mojego życia, ale takie pierwsze najważniejsze to góralskie śpiewki. Siedziałam na fotelu z mamą lub kiedy jechałyśmy samochodem, nuciłyśmy sobie same dla siebie. Dzisiaj wiem, że właściwie to nie był śpiew, przekrzykiwałam mamę, bo chciałam być głośniejsza od niej. Sprawiało mi to frajdę.

Mam wrażenie, że nie interesuje cię modny wśród młodzieży rap, zamiast niego wybrałaś folk. Dlaczego?

- Nie do końca tak jest. Muzyka to bardzo ważna część mojego życia. Słucham różnych gatunków muzyki. Gram nie tylko folk. Jednakże muzyka ludowa - muzyka mojej duszy to muzyka ludzi prostych. Opowiada o codziennym życiu, o naszych uczuciach. Każda piosenka to inna historia. Niekiedy jest tak rzewna i piękna, że przenika, aż do kości. Potrafi przekazywać emocje. Jest niezwykła.

 

Co daje Ci tworzenie muzyki?

- Potrzebuję tego jak powietrza. Kiedy jestem na próbie czy na scenie, jestem szczęśliwa. Dlatego pobudziłam do życia kwartet. Gramy przede wszystkim w kościele na ślubach, ale nie tylko. Jest to bardzo ważna dziedzina dla mnie, ponieważ jestem osobą wierzącą.

 

Dlaczego sięgasz do źródeł? Należysz do Koła Gospodyń Wiejskich... należysz do Zespołu Ludowego „Przełomiacy”...

- Bardzo dobre pytanie... Dla mnie sięganie do źródeł to taka rzecz naturalna. Ja w tym wyrosłam. Żywa tradycja to taka, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Tego nie da się nauczyć. Nie ma zapisu nut i zapisu tekstu. Jest ona z przekazu ustnego, czyli żyje pośród nas. Kto z nią obcuje na co dzień pokocha ją na zawsze.

 

Pochodzisz z artystycznego domu; mama śpiewa i dekoruje artystycznie pierniki tworząc z nich dzieła sztuki. Czy mama miała wpływ na Twoje wybory?

- Pewnie, że tak. Dla mnie to temat rzeka. Zostałam "Ukwiecona folklorem". Odkąd pamiętam mój dom pachniał folklorem i piernikami. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że wszystko, czego dotykałam, to tradycja. Od zawsze nosiłam strój ludowy, na koncerty, szkolne uroczystości, do kościoła i na wiele innych rzeczy po drodze. Ten stój był zawsze starannie dobrany, przygotowany, czekał na mnie. Irytuje mnie do głębi, kiedy ludzie postrzegają mnie jako kolorową lalę. Jestem w tym bardzo prawdziwa - dumna.

Mój dom właściwie wygląda jak cepelia. Jest w nim wiele elementów kultury ludowej, jest bardzo kolorowy i ciepły. Nie byłoby folkloru bez muzyki. Tak więc mama zapisała mnie do Ogniska Muzycznego do Kłodzka do Pana Władysława Zakrzewskiego i do klasy śpiewu Pani Agaty Bilińskiej.

Co do pierników. Wiele o nich wiem, wiele umiem, ale muszę jeszcze się dużo uczyć. To wszystko przede mną. Jedno wiem na pewno - moja mama zaszczepiła we mnie takie piętno tradycji w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiem, co do mnie należy, wiem, że powinnam kontynuować tradycje rodzinne.

 

Kto jeszcze? - odnośnie wcześniejszego pytania

- Bardzo ważną rolę w moim życiu odegrał mój ukochany Maestro ŚP. Prof. Władysław Zakrzewski. Trafiłam do klasy skrzypiec gdy miałam 5 lat. Był wtedy moim ukochanym dziadkiem, grał na pianinie, a ja śpiewałam dla niego „Kotek puszek z czarną łatką”. Później uczył mnie gry na skrzypcach. Grałam z nim w Orkiestrze LO-98. On zaszczepił we mnie miłość do muzyki i sprawił, że wiem kim jestem.

Stanisław Paluszek, który uczył mnie gry na skrzypcach po góralsku. Uwielbiałam próby i występy Zespołu Harnaś z Radkowa. Piękna muzyczna przygoda.

Mój chrzestny o imieniu Wawa (jako dziecko tak sobie go nazwałam) To dla mnie siewca dobroci. Mogłabym powiedzieć to tak jakby dostać gwiazdkę z nieba.

Prof. Andrzej Woźnica, u którego uczę się obecnie w klasie skrzypiec w PSM II st. we Wrocławiu - prawdziwy mistrz techniki, niezwykły instrumentalista.

 

Kim będziesz za kilka lat? Jaką ścieżkę zawodową dla siebie wybrałaś?

- Tego nie wiem. Chciałabym być przede wszystkim dobrym i uczciwym człowiekiem. Co do planów zawodowych nie będę wiele zdradzać. Marzy mi się Akademia Jazzu w Katowicach. W moim życiu pojawił się niezwykły młodzieniec bliski mojemu sercu. Mamy wspólne plany i z pewnością nie zabraknie w nich muzyki i muzyki folk.


Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.